RELAKS
Czy słuchamy po to, żeby zrozumieć?
Czy naprawdę słuchamy drugiego człowieka, czy tylko czekamy na swoją kolej, żeby odpowiedzieć? Felieton o uważności, rozmowie i sile prawdziwego słuchania.
Dwie osoby rozmawiają.
Jedna mówi.
Druga już układa odpowiedź.
Jeszcze nie usłyszała ostatniego zdania.
Ale już wie.
Już oceniła.
Już zdecydowała.
I właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać.
Czy naprawdę słuchamy po to, żeby zrozumieć?
Mam wrażenie, że coraz częściej słuchamy tylko tego, co potwierdza nasze wcześniejsze przekonania. Jeśli ktoś mówi coś zgodnego z tym, w co wierzymy – przytakujemy. Jeśli jego słowa burzą nasz obraz sytuacji, zaczynamy szukać argumentów, żeby je podważyć.
Nie dlatego, że nie potrafimy słuchać.
Dlatego, że znacznie łatwiej utwierdzić się we własnym zdaniu, niż dopuścić do siebie myśl, że być może czegoś jeszcze nie wiemy.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że rozmowy przestają służyć poznawaniu drugiego człowieka.
Stają się sposobem na potwierdzanie własnych racji.
Słuchamy, żeby odpowiedzieć.
Słuchamy, żeby ocenić.
Słuchamy, żeby wyrobić sobie opinię.
A czasem słuchamy tylko po to, żeby znaleźć potwierdzenie tego, w co uwierzyliśmy już wcześniej.
Znacznie rzadziej słuchamy tylko po to, żeby zrozumieć.
Nie jestem wolna od tego błędu. Mnie również zdarza się słuchać przez pryzmat własnych doświadczeń. Ale im częściej obserwuję ludzi, tym bardziej przekonuję się, że największą przeszkodą w rozmowie nie są różnice zdań.
Są nią nasze wcześniejsze przekonania.
To one sprawiają, że zanim ktoś skończy mówić, my już wiemy, co o nim myślimy.
To one powodują, że łatwiej uwierzyć w zasłyszaną opinię niż w słowa człowieka, którego ta opinia dotyczy.
I właśnie wtedy rozmowa przestaje być rozmową.
Staje się wymianą gotowych przekonań.
Szczególnie mocno widać to w świecie dzieci i młodzieży.
Dzieci bardzo szybko wyczuwają, kiedy dorosły ich nie słucha.
Kiedy tylko czeka na odpowiedni moment, żeby poprawić, pouczyć albo zakończyć rozmowę.
Dzieci nie oczekują idealnych odpowiedzi.
O wiele szybciej zauważają, czy ktoś jest przy nich naprawdę obecny.
Nie potrzebują wtedy kolejnej rady.
Potrzebują poczuć:
„Widzę Cię.”
„Słyszę Cię.”
„To, co mówisz, jest dla mnie ważne.”
Kiedy tego nie dostają, zaczynają szukać kogoś, kto poświęci im uwagę.
I niestety nie zawsze trafiają na osoby, które mają wobec nich dobre intencje.
Coraz częściej odnoszę też wrażenie, że media społecznościowe odebrały nam coś bardzo ważnego.
Czas.
Czas na ochłonięcie.
Na przemyślenie.
Na próbę zrozumienia drugiego człowieka.
Dziś można napisać wszystko od razu.
Pod wpływem emocji.
Bez chwili refleksji.
A przecież wiele słów nigdy nie padłoby, gdybyśmy dali sobie czas.
Jest jeszcze jedna obserwacja, do której często wracam.
To, co ktoś mówi o innych, bardzo często świadczy o nim samym.
Nie dlatego, że zawsze się myli.
Dlatego, że każdy z nas patrzy na świat przez własne doświadczenia, emocje i przekonania.
Być może właśnie od tego powinniśmy zaczynać każdą rozmowę.
Od świadomości, że nie mamy pełnego obrazu.
Być może największym problemem nie jest to, że ludzie mają dziś własne zdanie.
Być może największym problemem jest to, że coraz rzadziej chcą usłyszeć zdanie drugiego człowieka.
Bo czasami największym dowodem szacunku nie jest to, co mówimy.
Największym dowodem szacunku jest to, jak słuchamy.
A Ty…
Słuchasz po to, żeby odpowiedzieć?
Czy po to, żeby zrozumieć?

Musisz być zalogowany, aby zamieścić komentarz Login